Słoiczek musztardy czyli o etykietach słów kilka…

Etykiety po co są, każdy wie. Bierze się z półki w sklepie taki sobie przykładowy słoiczek musztardy i czyta jego skład. Po pierwsze, wiemy co trzymamy w ręce, bo etykieta ma nas o tym informować, po drugie opisuje dany produkt bardziej szczegółowo. Co to, z czego, i ile czego, ile musztardy a ile rzeczy musztardo podobnych. Wybieramy ten dla nas lepszy produkt. Kupujemy. Zabieramy do domu. Jeśli smakuje, następnym razem kupujemy ten sam. Już nie czytamy etykiety bo wiemy. Po co czytać drugi raz to samo? Po co tracić czas? Etykieta spełniła swoją funkcję. Nie pamiętamy już ile czego było w składzie, pamiętamy tylko czy produkt danej firmy jest dobry. W naszym umyśle powstał skrót: dobry – zły. Czasem na zasadzie antagonizmu, czasem bez niego. Potem już tylko działamy nawykowo, sięgamy po dobry, no bo przecież złego nikt nie chce.

Tyle z dziedziny zachowań konsumenckich. A w życiu?

W życiu to przylepiamy te nieszczęsne etykiety na każdy kroku i każdemu. W taki prosty i nieskomplikowany sposób próbujemy opisać innych a przez to uporządkować nasz świat według prostych schematów. Jednocześnie sprowadzamy innych do pozycji słoiczka musztardy. Po co wnikać skoro wiemy… Ten jest głupi bo nie wiedział gdzie leży Panama , tamten ograniczony bo trzyma się pewnych wartości, ten światowy bo na wakacje wyjeżdża za granicę raz do roku, ten mądry bo ma w domu stosy książek, których może nawet nie czyta, a tamten bogaty bo remont domu robi. Raz coś zobaczywszy mamy już pewien własny obraz sytuacji w głowie.

Dorośli, jak to dorośli, jakoś sobie z tym poradzą, chociaż lęk przed oceną towarzyszy każdemu w mniejszym lub większym stopniu, lub bardziej lub mniej świadomie. Więcej szkody etykiety czynią dzieciom. Dziecko jest wrażliwą, plastyczną materią, dopiero poznaje świat i siebie w nim. Musi spróbować wielu rzeczy, musi się nie raz sparzyć by samemu wyciągnąć wnioski, musi mieć obok siebie mądrych dorosłych, którzy wskażą mu jakie zachowania są pożądane a jakie nie. Dziecko kształtuje obraz siebie i swoją osobowość a uproszczone i jednokierunkowe etykiety zaburzają ten proces. Jeśli dziecko stale słyszy, że jest leniem, to tak też zaczyna o sobie myśleć. A jak o sobie myśli w tych kategoriach, to zachowaniem realizuje ten obraz. Dodatkowo pojawia się u niego myśl: ‚nie ma sensu się starać, bo po co… Ja się staram a inni i tak mi mówią, że jestem leniem, nie widzą tego, co robię’.

Mamy zatem wśród etykiet dziecko niegrzeczne, nieudolne lub nadpobudliwe (nawet jeśli to tylko energiczny temperament i z ADHD nie ma nic wspólnego). Ale są też etykiety z pozoru pozytywne, które tyle samo czynią szkody, co te negatywne. I tak to wpędzamy je w role cudownego dziecka, które jest nieskazitelne, idealne, spełnia oczekiwania innych, dobrze się uczy, nigdy się nie złości. Problem w tym, że etykieta mocno generalizuje i nie ujmuje całości, wręcz zakłamuje obraz, bo upraszcza go do granic możliwości. Człowiek zaś jest bardziej złożoną istotą aniżeli jednym określeniem. Dziecko niegrzeczne czy nieudolne myśli o sobie, że jest złe i że nic mu nie wychodzi. Tym sposobem tworzą się role agresora i ofiary. Dziecko cudowne będzie paradoksalnie zamknięte w sobie i niepewne siebie bo skupione na oczekiwaniach innych lub wyrośnie w narcystycznym zachwycie dla samego siebie, jednoczenie mając innych za nic.

Chcesz unikać etykietowania? Zmień język, którym się posługujesz. Zamiast mówić dziecku jakie jest, nazywaj jego zachowanie. Zamiast klasycznego ‚jesteś niegrzeczny’, powiedz: ‚rozrzuciłeś klocki po podłodze; teraz trzeba je posprzątać’ lub ‚uderzyłeś Małgosię, tak nie można’. Język oceny i etykiety zamień na język opisu. Tobie też lepiej byłoby usłyszeć w pracy: ‚w tym miesiącu masz słabsze wyniki’ aniżeli ‚jesteś słabym pracownikiem’…

A jak pomóc dziecku, które samo wpada w pułapkę ‚nigdy mi nic nie wychodzi’? Odwołaj się do sytuacji, kiedy sobie poradziło, np. ‚pamiętasz, jak w zeszłym miesiącu napisałeś opowiadanie; dostałeś za nie dobą ocenę’. Nic tak nie działa na człowieka uskrzydlająco jak pozytywne emocje. Wtedy można więcej! A etykiety? Są dobre, ale na słoiczki z musztardą.

Katarzyna Dorosz-Dębska

Akceptuję
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Umożliwiają one prawidłowe działanie silnika strony. Każdy ma możliwość wyłączenia akceptacji cookies w ustawieniach swojej przeglądarki www, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.