Nie!

Email-2

Jedno słowo… Krótkie ale ważne, jak się okazuje… Przejaw naszych dążeń w kierunku wolności, niezależności, obrony własnego terytorium, naszych prywatnych granic. Oczywiście mowa o tym małym zlepku liter z tytułu.

Dzieci nie mają problemu, by niustannie przypominać nam o jego istnieniu. Każdy rodzic zna poniższy repertuar:

Nie!…

Nie chcę!…

Nie bo nie!…  

Nie, nie chce mi się!…

Nie! Nie! Nie!…

Przychodzi im łatwo, lekko. Czasem odnosi się wrażenie, że wypowiadają je tylko dla zasady, że toczą niezrozumiałą grę: kto powie je częściej, czyje będzie ostatnie słowo. Tak samo jak pewnego dnia dziecko zaczyna chodzić, nabywa nową umiejętność potrzebną mu do życia, tak też pewnego dnia poznaje owe słowo i zaczyna się delektować jego brzmieniem i mocą. Ten moment przychodzi po drugim roku życia (ok. 2,5) a wtedy nawet samo jego wypowiadanie jest frajdą dla malucha. Czego nie mogą powiedzieć rodzice. Dla nich to trudny czas, ale dla dzieci, bardzo ważny.  Uczą się w ten sposób, że mają na coś wpływ, że mogą się nie zgodzić, że mogą zrobić coś po swojemu. Budują niezależność, indywidualność oraz poczucie sprawstwa.

A zaraz za tym rozpoczyna się cały proces socjalizacji. I wtedy uczymy dzieci, że trzeba być pomocnym, nie krzyczeć, nie odmawiać, posłusznie wykonać polecenie, wyrazić zgodę chociaż wcale nie ma się na coś ochoty. I wtedy okazuje się, że to samo słowo, które było jeszcze niedawno przejawem siły, z ust drugiej osoby staje się ograniczeniem: tego nie wolno, tamtego też nie wolno, a tego się tak nie robi, nie mów tak głośno, nie dyskutuj…

Proces socjalizacji jest ważny, ale czy napewno tak powinien wyglądać???

Bo oto mamy dorosłego mężczyznę, który ma problem by odmówić znajomemu wypicia kielicha, no bo „…jak to, z przyjacielem się nie napijesz?”. Mamy kobietę, która przez lata tkwi w toksycznym związku i nie ma odwagi ani razu się przeciwstawić. Zgadza się tym samym na przemoc, alkohol, poniżanie. A już nie daj Panie Boże gdy zechce zrobić coś dla siebie… Ale o czym ja mówię? Dla niej nawet sama myśl o tym jest zakazana!  Mamy niedojrzałych dorosłych, którzy zamiast inwestować we własne życie, realizować plany i  marzenia, zająć się własną rodziną, dalej żyją przyczepieni pępowiną do swoich rodziców i dają sobie wmówić poczucie winy za każdy przejaw niesubordynacji wobec nich.

Tak. My dorośli mamy trudność z powiedzeniem nie. Trudność z tzw. asertywnością, która jest niczym innym jak umiejętnością odmawiania jeśli coś nie jest zgodne z naszymi przekonaniami czy potrzebami, przy jednoczesnym szacunku dla uczuć drugiej osoby. Mamy trudność, by udźwignąć konsekwencje tego słowa i z lęku ulegamy pod groźbą, prośbą, płaczem i różnymi sztuczkami, które stosują inni. Nie jest łatwo. A jeśli jeszcze usłyszymy, że tylko egoiści tak postępują, że nie liczymy się z uczuciami innych… Poczucie winy murowane! A prawda jest taka, że egoista nawet nie zastanowi się nad tym, że kogoś krzywdzi, nie ma dylematów moralnych, nie bierze pod uwagę zdania innych.

Nie, nie można żyć mówiąc tylko tak. Skoro istnieje tak, istnieje też nie. Tak jest komfortowe, nie stoi zaś w opozycji, jest przejawem buntu, źle widziane, niewygodne… A wszystko zależy od umiejętności, bo może być ono wypowiedziane spokojnie, łagodnie, stanowczo i pewnie. Można powiedzieć nie i wyrazić jednocześnie pełny szacunek wobec drugiej osoby. Można grzecznie: „Nie, dziękuję. Piję, nie jadę. Taką mam zasadę”. Czasami trzeba też krzyknąć by pokazać siłę, by przeciwstawić się złu i krzywdzie. Nie to energia, to moc, to niełatwa droga!

Nie! To nie jest byle jakie słowo…

Katarzyna Dorosz-Dębska
www.psycholog-pulawy.pl

Akceptuję
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Umożliwiają one prawidłowe działanie silnika strony. Każdy ma możliwość wyłączenia akceptacji cookies w ustawieniach swojej przeglądarki www, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.