Dialog Starego z Nowym

IMG_20141228_232923

Stary: Wiesz Nowy, Ty sobie nie myśl, ja jeszcze tu jestem kilka godzin. Mam jeszcze trochę do zrobienia…

Nowy: Tak, tak… Wiem, Proszę Pana.

Stary: O! Jaki Ty grzeczny jesteś… A może przejęty… Może się boisz?

Nowy: Tak Proszę Pana… tzn. nie, nie, nie wiem…

Stary: Nie przypominasz mi mnie sprzed roku. Gdy zaczynałem byłem hardy, nie bałem się wcale! Myślałem, że wszystko mogę, że to mój czas nadszedł, że pokażę co potrafię. Wtedy o Starym myślałem trochę z pogardą. Aż teraz wstyd się przyznać… Wiesz, Starym się pogardza, spycha, szybko zapomina. Dosyć łatwo to przychodzi. Jakoś tak każdy narzeka, że dobrze, że się kończy, że jak Nowy przychodzi to będzie lepiej… Wtedy się cieszyłem. Teraz wiem co czuł tamten. Ja taki dumny byłem. Myślałem o tym Starym, że tyle mu nie wyszło. Nie chciałem nawet słuchać jego rad, wskazówek, nauk… Młodość nie chce słuchać, młodość musi się przekonać…

Nowy: Nie bardzo rozumiem…

Stary: Bo widzisz Nowy, jak zaczynałem, czułem się jak król, że wszystko mogę, że tyle ode mnie zależy. Chciałem być dobry, chciałem dużo zrobić. Chciałem być chwalony i przejść do historii. I bardzo szybko zrozumiałem, że to nie takie proste. Widzisz, taki nasz los, że przychodzimy i odchodzimy. Każdy dzień odejmuje nam czasu naszego istnienia. Bardzo szybko wyrósł mi garb i ciało ogarnęła słabość. Za chwilę zniknę, przeminę i liczę na to, że może ktoś mnie jednak zapamięta…

Nowy: Na pewno Proszę Pana.

Stary: Oby dobrze, bo wiesz Nowy, jednak w naszym fachu to różnie bywa. Tyle samo co radości, niestety i smutku musiałem przynieść. Jedni się zakochiwali, inni brali śluby lub rodzili dzieci, jeszcze inni wygrywali na loterii. Innym zaś musiałem przynieść choroby, śmierć lub stratę… Ech, nie jest to łatwe Nowy… Nauczyło mnie to bardzo szybko pokory. Jednych łączysz, innych rozdzielasz, jednym dajesz a innym zabierasz. I jaka tu sprawiedliwość? Gdzie tu szukać sensu?…

Chwila milczenia

A jednak… Jakiś plan w tym wszystkim tkwi, jakiś cel to ma…

Nowy: Nie wiem jak z tym, no, ‚rozdzielaniem’ sobie poradzę.

Stary: Poradzisz… Poradzisz… Nawet nie wiesz sam co w tym worze dźwigasz, co komu dane i kiedy… Każdego ranka wyciągniesz listę zadań do zrobienia i zrobisz. Odfajkujesz i pójdziesz dalej, zapomnisz.

Nowy: A da się zapomnieć?

Stary: To zależy co i kogo. Widzisz pamiętam niektóre twarze wykrzywione z bólu, łzy matki spadające na ziemię niczym runięcie muru po stracie syna, ale też spojrzenie kobiety, która w najcięższym dla niej momencie życia emanowała spokojem, który nawet mnie zaskoczył… I niektóre dzieci pamiętam. Te bezbronne a skrzywdzone, osierocone, te, w których sercach zostawiłem dziurę niczym otchłań czarną. Oby znalazł się ktoś kto zdoła taką otchłań zapełnić miłością… Ech…

Nowy: A które zadania Pan lubił najbardziej?

Stary: Lubiłem łączyć ludzi. Czasem sam się wzruszyłem gdy pogodziłem zwaśnionych, skłóconych, milczących… Pierwsze słowo ‚Mamo’ wypowiadane przez dzieci. To zawsze powodowało, że w domach ogłaszano święto.

Nowy: A narodziny? Kiedy nowych ludzi przyprowadzał Pan na świat? To musi być szczęście…

Stary: I widzisz… I tu nieraz łzy płynęły. I to nie tylko radości. Nieraz musiałem dać by za chwilę zabrać… Ech, mówię Ci Nowy, nie wszystko jest takie łatwe…

Nowy: Ale ci, którzy się narodzili, oni o Panu pamiętać będą.

Stary: O, to na pewno. Zawsze wtedy gdy w metryce będą wiek swój wpisywać.

Nowy: A czy Pan, Proszę Pana czuje się wielki?

Stary: Wiesz Nowy, w księdze każdego zapisałem się po swojemu. I z Tobą będzie tak samo. Dopiszesz ciąg dalszy do historii, które ja, i ci przede mną zaczęli.

Nowy: A czy za to co dobre, dziękują Panu ludzie?

Stary: To raczej rzadko… Widzisz, tak obserwowałem ludzi i myślę sobie, że tacy chyba pogubieni są niektórzy. Potrafią cały dzień narzekać, że pogoda nie taka jak trzeba, ale że bezpiecznie wrócili z pracy do domu, albo że dziecko zdrowe, to już tego nie widzą. Widzą to, czego nie dostają ale nie zauważają tego co mają.

Jak zaczynałem snułem plany z jakimi sukcesami zakończę swoją posługę. A dziś, zmęczony jestem. Niosę na barkach radości i smutki. I wiem, że to co przed nami – nieznane. To co było – przemija szybko, za szybko… Zostaje nam to, co teraz trwa…

Nowy: Co będzie z Panem?

Stary: Ja swoje zrobiłem. Za chwilę po prostu mnie nie będzie. Teraz kolej na Ciebie. Powodzenia Nowy.

Nowy: Dziękuję…

Zniknął…

Sam zostałem…

EPILOG

Stary zniknął w ciągu chwili. Miał rację,  ludzie szybko  o nim zapomnieli. Nie było pożegnań, wyznań i wdzięczności. Zafascynowana Nowym, ludzkość postawiła przed nim nowe wyzwania. Z zapartym tchem wszyscy czekają na rozwój wydarzeń…

Katarzyna Dorosz-Dębska

Akceptuję
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Umożliwiają one prawidłowe działanie silnika strony. Każdy ma możliwość wyłączenia akceptacji cookies w ustawieniach swojej przeglądarki www, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.