Miłość – przyprawa wieloskładnikowa niezbędna do rozwoju dziecka (3)

I oto trzeci, domykający dwa poprzednie, wpis, dotyczący relacji rodzic – dziecko. Pisałam o tym, iż z jednej strony pojawia się potrzeba jasnej, konkretnej recepty na wychowanie, z drugiej – nie mam mowy o recepcie, bo każde dziecko jest inne i potrzebuje indywidualnego podejścia. No właśnie, ale jakiego? Pojawia się tu pewien rozdźwięk, który jest wyrazem rozdarcia współczesnych rodziców i potrzeba znalezienia odpowiedzi: jak wychowywać? co robić? jak reagować kiedy pojawiają się trudności? Bo kiedy jest dobrze, to jakoś to się układa, ale gdy na drodze stają problemy, to również budzą się pytania, niewiadome, reakcje jakich byśmy nie chcieli. Aby domknąć dwa poprzednie wpisy – potrzeba tego ostatniego, który być może tyle samo da odpowiedzi, co tyle samo pozostawi pytań otwartych…

Trochę żyję na tym świecie, nie za dużo, ale i nie za mało, by stwierdzić, że to czego potrzeba dzieciom najbardziej, to Miłość, ale Miłość mądra i dojrzała. Być może właściwsze wydałoby się niektórym określenie miłość z głębi serca, ale Miłość Dojrzała jest długo przemyślaną przeze mnie odpowiedzią. Nazwałam ją, na potrzeby lepszego rozumienia, tego co chcę przekazać, „przyprawą wieloskładnikową”, gdyż miłość, którą mam na myśli jest nieco bardziej złożona, niż to, co w pierwszym momencie pojawia się w naszych głowach. Już bowiem wiem, albo przypuszczam, iż myślisz sobie teraz właśnie Czytelniku coś w stylu: No tak, i to niby to odkrycie… Kocham swoje dziecko a i tak to nie wystarcza. Mamy trudności w relacji, dziecko sprawia problemy, a ja nie wiem co w takich sytuacjach robić. Czasem nie mam już sił i jedyne co dominuje to zmęczenie, złość i frustracja…

Miłość Dojrzała to przyprawa wieloskładnikowa. Co zawiera?

Ziarenko nr 1: WIĘŹ / PRZYWIĄZANIE / RELACJA

To bycie z dzieckiem od jego pierwszych dni, pozostawanie z nim w kontakcie i odpowiadanie na jego potrzeby. Im dziecko mniejsze, tym więcej potrzebuje wręcz fizycznego kontaktu, głaskania, przytulenia, opiekuńczego dotyku. Kiedy dziecko rośnie, naturalne jest, że zaczyna się oddalać fizycznie, ale też psychicznie, stale poszerzając obszar swej wolności. Jednak dzięki bliskości, zawsze ma za sobą i ze sobą obraz dobrego rodzica. Tym właśnie jest relacja – świadomością, że mam kogoś, kto nawet jeśli po latach jest daleko, to wewnątrz jest bliski, dając poczucie, że nie jestem sam.

Stworzyć więź to nie tylko być blisko. Zdrowa relacja zakłada, że z jednej strony jestem, dając poczucie bezpieczeństwa, z drugiej zaś, jako rodzic, muszę dać wolność dziecku, zaakceptować jego odrębność, paletę cech innych niż moje, zaakceptować decyzje i wybory, choć nie zawsze się z nimi zgadzam.

To o czym piszę, można by określić następującymi słowami: BYCIE (czas, uważność), GRANICE i WOLNOŚĆ, AKCEPTACJA.

BYCIE. Nie zbudujemy z nikim relacji nie będąc z nim w kontakcie. Zapomnieniu ulegają znajomości szkolne, z dawnych lat. Czemu? Odpowiedź jest prosta, rozchodzą się wspólne drogi. Jeśli relacje nie są podtrzymywane spotkaniami, rozmowami, wspólnym przeżywaniem i towarzyszeniem, tych relacji nie ma, powoli znikają. Ich miejsce zastępuje coś innego. To ‚bycie’ o którym piszę, to fizyczna obecność, poświęcanie czasu, ale i bycie przy dziecku w aspekcie emocjonalnym, duchowym, rozumiana jako pewna UWAŻNOŚĆ. Zauważam dziecko i to, co przeżywa, czego doświadcza. Pułapką jest obecność fizyczna, przy totalnym opuszczeniu emocjonalnym – częste źródło zranienia w dzieciństwie dające w efekcie trudności w dorosłym życiu. Można przecież być obecnym w domu, ale być wpatrzonym w ekran telewizora lub komputera, albo być odurzonym alkoholem. Można być, a zbywać dziecko stwierdzeniami: czego znowu chcesz, nie teraz, idź i nie przeszkadzaj. Można być i poniżać dziecko: ty bekso, ty łajzo, gałganie jeden. Można być i nie poniżać, ale zaprzeczać stale emocjom dziecka zamiast się nad nimi pochylić: nie płacz, nie masz powodu; a co to znowu za problem żeby tak przeżywać, jak dorośniesz dopiero będziesz mieć problemy. Można być i widzieć tylko swoje potrzeby, nie widząc potrzeb dziecka: mamusia przez ciebie płacze, dla mamusi tego nie zrobisz? tata będzie dumny…

GRANICE. Miłość Dojrzała to miłość, która potrafi powiedzieć co jest dobre a co nie, co wolno a co definitywnie zabronione. Nie jest miłością pozwalanie na wszystko, na nieograniczony luz i swobodę, gdyż powoduje to niewidoczny ból osobie, która tych granic nie ma, a i ona zadaje ból innym nie szanując cudzych granic. Najlepiej wyraża to zasada, że „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Postawienie granic jest zatem wyrazem troski i wymaga zadanie sobie trudu, nieraz wręcz wielkiego wysiłku, bo przecież dzieci walczą o luz i swobodę. Słowo opisujące granice jest jedno: elastyczność. Takie winny być, giętkie jak plastelina. I nie po to by je naginać, ale po to by oddawały dynamikę człowieka i relacji, winny być bowiem rozpatrywane w kontekście złożoności danej sytuacji. Całkowity brak granic czyni szkody niczym rzeka, która wylewa ze swego koryta. Sztywność granic jest niczym więzienny mur – zamkniecie, kara, brak przestrzeni na rozwój. Sztywność granic jest przemocowa, opiera się o zasadę nierówności – ja silny, ty masz się dostosować, bo ja wiem lepiej. Często wręcz dosłownie używa siły fizycznej – kara, klaps, wymuszanie posłuszeństwa, wywoływanie lęku. Elastyczność  łączy te dwa skraje bieguny i kiedy można daje swobodę, a kiedy trzeba definitywnie mówi ‚nie’. Elastyczność granic paradoksalnie daje…

WOLNOŚĆ. Tę wewnętrzną, kiedy człowiek sam potem wie, co jest dobre a co nie. Dać wolność, to dać przestrzeń na rozwój, stwarzać możliwości ale nie narzucać i nie wymuszać. Nie czynić z dziecka swojego pocieszyciela, powiernika czy realizatora własnych, niespełnionych pragnień. Wolność, to widzieć jakie jest, co czuje, co przeżywa, czego doświadcza. Być przy nim, nawet gdy mamy odmienne zdanie. Powiem o wolności coś, co może zaskoczyć. Uważam, że deklaratywnie i na poziomie świadomym każdy uważa, że jest wyrozumiały i szanuje ową wolność drugiego człowieka. W praktyce, jest odwrotnie. To jednak bardzo trudne i złożone zagadnienie. Tyle mechanizmów rozgrywa się na poziomie nieświadomym, że nawet nie mamy do tego dostępu. Danie wolności drugiemu człowiekowi wymaga wewnętrznej dojrzałości, dużego wglądu w siebie, w swój umysł i serce. Relacja bowiem oscyluje cały czas między bliskością (zależnością) a wolnością właśnie (niezależnością). I ten niełatwy balas jest nie lada sztuką do opanowania. Czuć się wolnym w bliskiej relacji, a zarazem dawać wolność drugiej osobie – to jak najwyższy level w grze komputerowej.

AKCEPTACJA. Silnie związana z wolnością, bo jak akceptuję coś, to w ten sposób daję wolność. Zależy mi jednak by w tym kontekście, kiedy mówimy o dzieciach i o miłości, wybrzmiała jako oddzielne, niezależne i ważne słowo. Dla dzieci akceptacja jest niczym powietrze potrzebne do życia. To przyjęcie ich takimi, jakimi są. Łatwo jest kochać ideał, który każdego dnia daje powody do dumy, gorzej widzieć słabości, nieporadność, gniew i złość, porażki, niestosowne zachowanie. Podkreślanie tego, że dziecko jest ważne całe, nie tylko wówczas gdy jest dobre, prowadzić będzie do jego zintegrowanego rozwoju. A gdy zachowanie jest niewłaściwe? Po pierwsze, zastanów się i zobacz jakie jest źródło, z jakiego powodu to zachowanie ma miejsce. Po drugie postaw granice we właściwy sposób. Powiedz na co masz zgodę, a na co nie. Możesz to zrobić dosłownie tymi słowami, np. Nie mam zgody na palenie papierosów. To niszczy twoje zdrowie; lub Rozumiem, że się złościsz i nie mam zgody na używanie obraźliwych słów. To samo można powiedzieć w inny sposób, mniej raniący.

Ziarenko nr 2: DBAŁOŚĆ O POTRZEBY

Rolą rodzica jest zapewnić, by dziecko nie chodziło głodne, by miało wystarczającą ilość snu, zapewnione warunki do zabawy, nauki i do odpoczynku. Rodzice winni dbać o zdrowie fizyczne i zrównoważony rozwój emocjonalny. Te podstawowe potrzeby wymagają dużo wysiłku i przyjmują formę codziennych zmagań – by dziecko zjadło, poszło spać, dało się umyć i chciało się uczyć. Nie jest to łatwe, to właśnie na tym tle powstaje mnóstwo konfliktów, skrajnych emocji, nieporozumień. I to właśnie na tym tle zastosowanie mają kwestie wcześniej wymieniane, jak: relacja, wspólne bycie, granice, wolność, akceptacja. Każda z tych czynności może być zaniedbana, zrobiona z agresją lub miłością. Wybór należy do rodzica.

Ziarenko nr 3: SZACUNEK

Nie ma miłości bez szacunku. Miłość bez szacunku nie jest już miłością. Piszę, gdyż łatwo o tym zapomnieć. Ponieważ my dorośli, jako więksi i silniejsi z góry patrzymy na dzieci, łatwo zapomnieć, że te małe istoty mają te same prawa co my. Mają prawo być zmęczone, chore, może boleć je głowa. Mają prawo się bać, złościć i wstydzić. Te dzieci mają uczucia, swoje humory, dobre i złe dni. Pewne rzeczy lubią, a pewnych nienawidzą. A my jako dorośli dajemy sobie prawo, by mówić, że, nie ma się czego wstydzić, albo nie ma powodu do płaczu, że jest niegrzeczne gdy biega po domu i się śmieje i że jest niegrzeczne, gdy rozrzuca zabawki. Dziecko, czy ma lat dwa, trzy, pięć czy jedenaście – ma takie same prawa, jak my, dorośli. Prawa ogólnoludzkie, wynikające z bycia człowiekiem. Nieprawdą jest, że dzieci nie mają głosu. Jedyne czego nie mają, to prawa wyborcze i życiowe doświadczenie wynikające z ilości przeżytych lat. Jeśli jednak zaczniemy traktować je z należytym szacunkiem, efektem o dużo większym zasięgu  takiej postawy będzie fakt, że będziemy lepiej traktować siebie nawzajem.

To właśnie dla mnie oznacza Miłość Dojrzała.

Starałam się powiązać te najważniejsze elementy składowe w spójną, przejrzystą całość. Czy mi się udało? Nie wiem. Wiem jedno, że każde z tych wymienionych ziarenek zawiera dalsze bogactwo i różnorodność. Na tym jednak nie kończy się moja refleksja. Wybrzmieć muszą jeszcze dwie dodatkowe kwestie.

Pierwsza: Rodzicu, powinieneś przede wszystkim zadawać sobie pytania i w sobie szukać na nie odpowiedzi. Zaufaj sobie i zaufaj dziecku. Oczywiście pytaj innych, radź się, czytaj i nie ustawaj w poszukiwaniach, ale wszystko to poddawaj własnej refleksji, intuicji i miłości. Odpowiadaj sobie na podstawowe pytanie: Jakim rodzicem chcę być, a jakim jestem? To wyznaczy pewien kierunek twoich działań. Zasady, które niczym współrzędne prowadzą statek po morzu prosto do celu. Przeniesienie ciężaru, z tego jakie ma być twoje dziecko, na to jakim rodzicem sam chcesz być, jest mocno uwalniające. Znosi pewne brzemię oczekiwań i rozczarowań w relacji z dzieckiem, daje większą przestrzeń na swobodny rozwój dziecka, a co najważniejsze, na jego pełną akceptację. Dajemy mu potwierdzenie, że kochamy je takim, jakie jest, a nie będziemy kochać jak spełni jakieś warunki. Pójdźmy dalej w tym stwierdzeniu: Bądź takim rodzicem, jakim chciałbyś aby były w przyszłości twoje dzieci. Chcesz, by szanowały innych – szanuj je. Chcesz by były kreatywne – stwórz przestrzeń na doświadczanie i eksperymentowanie. Chcesz by używały właściwego języka – sam go stosuj.

Druga kwestia: Bycie rodzicem to ciągłe upadki. Ciągłe zmagania i niewiadome. To przyjęcie do wiadomości REALNOŚCI: kochamy nasze dzieci i mamy nieraz ich dość; doświadczamy dumy z ich powodu, ale i potężnych nakładów złości, frustracji a nawet wściekłości, wiemy jak powinniśmy się zachować, ale nieraz polecimy starym schematem… Realność jest taka, że bycie rodzicem to sztuka, a w sztuce nie ma jasnych i jednakowych reguł dla wszystkich. Ach, gdybyśmy mieli przepis na obraz, który będzie arcydziełem… Ale nie mamy. To wypływa z wnętrza. Artysta ma wizję, a jaki będzie finał, któż to wie… Brene Brown, amerykańska badaczka stworzyła pojęcie areny, czyli miejsca naszych codziennych zmagań. Na arenie się upada, a potem wstaje i idzie dalej. Myślę, że dla wielu, to właśnie rodzicielstwo jest taką areną – miejscem, gdzie się upada i powstaje; upada i powstaje, i każdego dnia na nowo upada i powstaje. I to jest normalne. Ale o arenie, może kiedy indziej…

16838111_10158350134490531_106770849_n

Katarzyna Dorosz-Dębska

Akceptuję
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Umożliwiają one prawidłowe działanie silnika strony. Każdy ma możliwość wyłączenia akceptacji cookies w ustawieniach swojej przeglądarki www, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.