#Dokonywanie porównań to skuteczny sposób na zburzenie szczęścia… (2)

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu Czy szczęścia trzeba szukać?, oto kolejny wpis a zarazem pierwszy z cyklu, będący rozwinięciem zawartych tam tez. Pierwsza prawda w temacie szczęścia ujęta przez Hektora, bohatera literackiego dotyczyła porównań, jako tych, które nas unieszczęśliwiają. Zaczynamy zatem od tego, co nam szczęście odbiera, nie zaś od tego, co nam je daje.

Zatem: Chcesz być szczęśliwy… nie porównuj się z innymi! Trudne, wiem…

Porównanie jest zabiegiem, który pełni funkcję opisową. Jeśli chcemy coś opisać, a nie bardzo wiemy jak, odwołujemy się do czegoś innego, np. „był rozpalony jak rozżarzone węgle”. Częsty zabieg literacki wywołujący w czytelniku odpowiednie skojarzenia, a wraz z nimi emocje i potrzebne napięcie. W prawdziwym życiu, w relacjach międzyludzkich porównania niosą ze sobą ocenę, są niczym ranking, w którym ktoś zajmuje pierwsze miejsce, ktoś drugie i trzecie, a ktoś inny jest na szarym końcu. W takim rozumieniu mamy do czynienia z oceną: lepszy-gorszy, dobry-zły, ładny-brzydki, mądry-głupi. Takie porównanie niesie ze sobą adekwatny ładunek emocjonalny. Albo czuję rozpierającą dumę i poczucie sukcesu z ‚bycia lepszym’, albo uczucie smutku, złości lub wręcz poniżenie z ‚bycia gorszym’. Ani pierwsza sytuacja, ani druga, nie są prawdziwe. Są to bowiem zawsze subiektywne oceny, nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością, widziane oczami osoby, która dokonuje porównania. Te porównania zazwyczaj są źródłem naszego cierpienia, mniej lub bardziej świadomego.

Największym wrogiem i najlepszym przyjaciele człowiek jest sam dla siebie!

To nie mąż czy żona, którzy wypowiadają określone stwierdzenia, koleżanka w pracy, matka, ojciec czy szef nas ranią. Robimy to sami w momencie, w którym słyszane słowa przepuszczamy przez własny filtr oceny. Słyszymy to, co chcemy usłyszeć, widzimy, to co chcemy widzieć. Jeśli nasze poczucie wartości zbudowane jest na mocnym fundamencie, wówczas, nawet zasłyszaną krytykę rozpatrujemy w odniesieniu do rzeczywistości. Rozważmy taką oto sytuację: Szef krytykuje nasz projekt. Wskazuje na jego niedociągnięcia, braki ale i na mocne strony. Reakcja:

  • nr 1 – w oparciu o mocny fundament poczucia wartości – oceniasz projekt, warunki w jakich go przygotowywałeś, co mogłeś lepiej, co zaniedbałeś. Wyciągasz wnioski, wiesz co poprawić.
  • nr 2 – poczucie wartości zależne od oceny, a zatem jego brak – oceniasz nie projekt a siebie, przez pryzmat słów szefa czujesz się beznadziejny i do niczego, albo myślisz, że szef cię nie lubi, dyskredytuje a innych faworyzuje; adekwatna ocena sytuacji jest zmącona przez własny filtr nastawiony na krytykę.

A co wówczas, kiedy rzeczywiście słyszymy krytykę, ocenę nas samych? Co kiedy mąż mówi do żony, że jest beznadziejna? że nic nie potrafi zrobić? że bez niego byłaby nikim? Reakcja:

  • nr 1 – w oparciu o mocny fundament poczucia wartości – odnosisz się do własnych odczuć i oceny rzeczywistości, czujesz złość, wiesz, że wypowiedziane słowa nie są prawdą i mają na celu tylko cię zranić. Wyciągasz wnioski i podejmujesz działania by zmieć swoją sytuację.
  • nr 2 – poczucie wartości zależne od oceny, a zatem jego brak – czujesz się beznadziejnie, przeżywasz, że mąż ma rację, że nikt inny nie zechce takiej kobiety, że inne są lepsze.
Obraz (109)

Powszechnie porównania stosowane są w całkowicie dobrej wierze jako metoda wychowawcza bądź motywacyjna. Prawidłowo czy nie? Stosować czy nie? Zadecydujcie sami. Lubiliście gdy rodzice mówili: „Zobacz jak twoja siostra przykłada się do lekcji, nie mógłbyś tak jak ona?”. Albo pani w przedszkolu: „Czemu się tak wiercisz i obracasz? Zobacz jak Zuzia grzecznie siedzi, weź z niej przykład.” A może mąż na ulicy: „Nie mogłabyś się ubierać jak ta kobieta, zobacz jaka laska?”

Porównania nie uczą nas, że mamy prawo do bycia sobą, bo mamy być jak ktoś inny. Nie dają nam prawa do błędów, a raczej mają na celu nas zawstydzić. Porównania zacierają wielobarwność świata zamykając nas w zero-jedynkowym świecie (‚albo-albo’). Czemu nawet te dobre porównania nam nie służą? Bo chcemy by dostrzegano naszą indywidualność, odrębność. Nie chcemy być czyjąś, nawet tą dobra kopią.

Jeśli porównujemy dziecko z innymi, ono wkrótce zacznie porównywać siebie a jego poczucie wartości będzie zależne od oceny…

Co zatem robić? – spytasz…

Szukaj… ale w sobie! Pytaj siebie, co lubisz a czego nie, co sprawia Ci radość, jakie Ty sam odniesiesz korzyści z podjętych działań.

Obserwuj otoczenie i… czerp inspirację! Patrz, rozglądaj się, słuchaj, szukaj pomysłów. Życie jest wielowymiarowe, ma tysiące odcieni i barw a każdy człowiek jest inny.

Oceniaj… rzeczywistość! Nie tylko efekt się liczy, ale również warunki, własne starania, nakład sił i pracy. Jeśli coś ci nie wyszło, to może dlatego, że źle zabrałeś się do pracy a nie dlatego, że jesteś beznadziejny.

Oceniaj postępy… swoje własne. Jeśli już porównujesz, to popatrz jaki byłeś, a jaki jesteś? Czy jesteś zadowolony z wyniku? Tak. To dobrze, wyznaczaj sobie kolejne cele w rozwoju. Nie? zastanów się co w takim razie nie gra, co jest nie tak, jakie działania się nie sprawdzają.

Porównujesz? Zrozum to co porównujesz… Oceny zostaw sędziom, to ich zawód.

Obraz (110)

Katarzyna Dorosz-Dębska

Akceptuję
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Umożliwiają one prawidłowe działanie silnika strony. Każdy ma możliwość wyłączenia akceptacji cookies w ustawieniach swojej przeglądarki www, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.