„Coś” zrób

Mało konkretne słówko „coś”, niewiele znaczące, bo tylko „coś”,niejasne i rozmyte. Takie trochę więcej niż nic. Słowo mgliste jak mgła nad łąkami. A jednak poświęcam mu swój wpis w podwójnie wyjątkowym czasie. Po długiej przerwie niepisania, zaczynam od czegoś tak niepoważnego jak „coś”, zamiast pisać o tym jak radzić sobie z lękiem przed koronawirusem. I to jest ta druga wyjątkowa czasoprzestrzeń. A zatem do sedna, „do brzegu” mówiąc językiem szkoleniowców.

Lepsze „coś” niż nic…

Jesteśmy w czasie ogólnego, globalnego kryzysu w obliczu którego każdy z nas przeżywa kryzys wewnętrzny. I mam tu na myśli nie tylko osoby, które doświadczają lęków, popadli w depresję lub nasiliła się dotychczasowa, ale mówię o stanie ogólnego zwolnienia, letargu w który popadliśmy wszyscy. U każdego ten kryzys może mieć inne oblicze. Samo bycie w domu dla jednych zbawienne, dla innych przekleństwo. Jedni są nerwowi bardziej, inni zalęknieni, jedni jedzą podwójnie, inni piją dużo więcej alkoholu. Czas przepływa tak, że tracimy go z oczu i już nie wiadomo czy to piątek, środa czy poniedziałek. I nie wiadomo co myśleć, komu wierzyć i jak się zachować. W kryzysie nasza psychika (a zatem i my) ulega regresowi, tzn. robi krok do tyłu, lub dwa, lub trzy… W sytuacji spokoju, kiedy doświadczamy poczucia bezpieczeństwa zachowujemy się dojrzale. W sytuacji kiedy to bezpieczeństwo jest zagrożone możemy doświadczać stanów emocjonalnych i zachowań, których obecność nas samych zaskakuje. Stajemy się bardziej instynktowni, reaktywni lub chowamy się w swoją własną skorupę do której nikt nie ma dostępu. W sytuacji kryzysu nie wiemy co robić, dlatego bardzo często nie robimy nic. Albo oczekujemy od siebie i innych wielkich, konkretnych działań, na które nas w danym momencie nie stać. Dlatego zamiast nie robić nic, lub oczekiwać od siebie ambitnych działań, które przerastają i w rezultacie nie podejmujemy tych działań, za to doświadczamy frustracji – róbmy „coś”…

Co to jest „coś” ?

Wszystkie drobne rzeczy, które są do zrobienia: zrób sobie kawę lub herbatę (1 rzecz zrobiona), umyj zęby (2 rzecz zrobiona), jeśli masz dzieci – zrób im śniadanie (3 rzecz zrobiona), pościel łóżko, podlej kwiaty, przeczytaj książkę, zadzwoń do kogoś… To „coś” dla każdego może być inne. I o to chodzi. I nie pytaj o sens. Po prostu rób swoje. Rób drobne rzeczy, które w rezultacie dadzą dużo więcej.

„Coś” przy wychodzeniu z depresji

Depresja to stan wycofania i niechcenia. Nie ma się sił fizycznych, ani psychicznych. Nie widzi się sensu wykonywania różnych czynności, bo nie widzi się głębszego sensu życia. W takiej sytuacji wykonywanie drobnych, codziennych czynności jest szalenie ważne w walce z chorobą. Pomaga by nie ulec bierności, nie poddać się. Często od tego się zaczyna – od uaktywnienia osoby chorej w robieniu prostych czynności. Kiedy pada to pytanie: co mam robić? Po prostu rób „coś”. (Uwaga: nie upraszczam powagi choroby; podstawą jest farmakoterapia i psychoterapia; mówię o motywowaniu osoby chorej do działania).

„Coś” przy wychodzeniu z nerwicy

Nerwica, inaczej zab. lękowe powodują, że myśli koncentrują się tylko wokół objawów i nieprzyjemnego stanu niepokoju i lęku. Ściśnięty oddech, drgające serce, ściśnięte gardło, duszności, kłopoty jelitowe i inne. Myśli krążą tylko wokół tego, by się nie pojawiły ponownie. Wtedy właśnie rób „coś” i nie czekaj aż lęk minie, tylko rób te drobne czynności, które czasem z pozoru nie mają bezpośredniego wpływu na wyleczenie. Zamiast siedzieć i czekać aż pojawi się kolejny atak paniki zrób „coś”.

Rób „coś” kiedy stoisz przed wyzwaniem

Nie trzeba być w kryzysie aby duże przedsięwzięcia, wyzwania lub sprawy trudne do wykonania przytłaczały nas, zniechęcały i powodowały, że… odkładamy je na później. A wiadomo, co odkładane nie znika lecz cień niezrobienia wisi nad nami jak chmura burzowa, bo zapowiada, że w którymś momencie lunie. Przerasta nas całość, która jest do zrobienia. Ale kiedy rozłożymy wyzwanie na małe działania, etapy, drobne kroki – o! to wtedy praca przebiega zupełnie inaczej. Widzimy postępy, widzimy, że „coś” jest zrobione. Zatem robiąc „coś”, i potem znów „coś”, i znów „coś” dochodzimy do celu. To tak jak z przeczytaniem książki – grubość 500 stron przeraża, ale książkę czyta się strona po stronie – małe „coś” jak się nagromadzi doprowadza nas do finału.

Zatem, kiedy nie wiesz co robić – rób „coś”. Zaczynaj od tych małych czynności – nie popadniesz w przygnębiającą bezczynność i bezradność. Robiąc „coś” gromadzisz doświadczenia i zaczynasz widzieć, że efekty twojej pracy nabierają kształtu. Robiąc „coś” doświadczasz poczucia wpływu, a to jest niezbędne w obliczu sytuacji dużo trudniejszych, kryzysowych i beznadziejnych.

Akceptuję
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Umożliwiają one prawidłowe działanie silnika strony. Każdy ma możliwość wyłączenia akceptacji cookies w ustawieniach swojej przeglądarki www, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. RODO - informacja dla klientów.